
Odkąd Janusz zrobił prawko kategorii C oraz C+E w szkole jazdy z Poznania, niemal od razu przemierzał drogi całej Europy. Przez ostanie 8 miesięcy pracy przejechał już ponad 100 000 km i czuł się doświadczonym kierowcą.
Kursy C oraz C+E, a także KWP (kod 95) rozpoczął wczesną zimą w OSK „Prawko” z Poznania i zakończył z wynikiem pozytywnym w marcu. Świetne przygotowanie sprawiło, że już na początku kwietnia był gotowy do podjęcia pracy za kółkiem TIR-a, co zresztą uczynił i z satysfakcją pokonywał kolejne kilometry europejskich dróg.
Ta zima była dla Janusza pierwszą, dlatego też stresującą. Jego ciężarówka została doposażona przez szefa w sprzęt potrzebny do jazdy w warunkach zimowych, taki jak łańcuchy, łopata do śniegu czy ciepła kurtka odblaskowa. Młody kierowca TIR-a chciał się dobrze przygotować do zimy, więc nauczył się zakładać łańcuchy na koła.
Naczepa Janusza była wyposażona w system Anti-Ice, co ułatwia eksploatację w okresie zimowym. System ten dodatkowo pompuje poduszkę powietrzną na dachu, co powoduje, że lód i śnieg zostaje z niego usunięty, a tym samym nie będzie zagrażał innym uczestnikom ruchu drogowego.
W środę wieczorem Januszowi kończył się czas pracy, dlatego zjechał na parking, aby wypocząć. Pogoda była naprawdę paskudna. Było pochmurnie i padał ulewny deszcz, temperatura spadła do zaledwie 2 stopni Celsjusza, ale odczuwalna wynosiła jakieś minus 5.
Po przyrządzeniu i zjedzeniu kolacji oraz wypiciu herbaty, mężczyzna położył się na wygodnym łóżku w swoim „domu na kółkach”. Jeszcze przez jakiś czas oglądał serial na Netfliksie, a następnie poszedł spać. Gdy przebudził się nad ranem, na dworze zastał śnieg, a termometr wskazywał minus 6 stopni.
Jego serce załomotało, gdy sobie uświadomił, że po raz pierwszy jako kierowca TIR-a będzie musiał zmierzyć się z warunkami zimowymi. Wiedział, że w tej sytuacji ważne jest oczyszczenie dachu naczepy, dlatego napompował poduszkę za pomocą systemu Anti-Ice i podjechał pod specjalnie do tego celu przeznaczoną rampę. Następnie zepchną z niej pozostałości śniegu i lodu. Potem wykonał obsługę codzienną pojazdu. Kilkanaście minut później był gotowy do drogi.
Po przejechaniu jakichś 50 km warunki stały się coraz cięższe, toteż wszystkie pojazdy poruszały się z prędkością poniżej 60 km/h. Przed nim jechał jeszcze samochód marki Opel. Jego kierowca postanowił umożliwić włączenie się do ruchu ciężarówce wyjeżdzającej z parkingu dla TIR-ów mieszczącego się przy stacji benzynowej. Opel dość gwałtownie przyhamował, co najeżyło włosy na głowie Janusza. Całe szczęście mężczyzna zachował dużą odległość od tego auta, dzięki czemu nie doszło do kolizji.
Dalej jechali już gęsiego w trzy pojazdy. Jako pierwsza sunęła dość charakterystyczna ciężarówka, o rzadko spotykanym różowym kolorze z zieloną naczepą. Następnie samochód osobowy marki Opel, za którym nadal jechał Janusz swoim granatowym MAN-em TGX-em.
Po przejechaniu niespełna kilometra z naczepy różowej ciężarówki oderwała się bryła lodu, która spadła na pobocze. Chwilę później oderwała się kolejna, która huknęła bezpośrednio przed samochodem marki Opel…
Czy kierowca osobówki uniknął wypadku? O tym za chwilę. Najpierw odpowiedzmy sobie, co zrobić, aby bezpiecznie jeździć samochodem zimą.
Gdy z rozpędzonej różowej ciężarówki zaczęły spadać bryły lodu, opel mknący za nią znalazł się w niebezpieczeństwie. Gdy jedna z nich huknęła tuż przed nim, jego kierowca chciał wykonać manewr ominięcia przeszkody, ale wpadł w poślizg i z impetem wylądował w rowie.
Janusz, niewiele się zastanawiając, zatrzymał się chcąc udzielić pierwszej pomocy poszkodowanym. Jak się okazało, tym samochodem podróżowała młoda kobieta z dwójką chłopców w wieku 10 oraz 8 lat, którzy byli prawidłowo zabezpieczeni przez foteliki i pasy.
Janusz natychmiast wezwał służby ratownicze za pomocą numeru 112. Młoda kobieta nic nie pamiętała z tego zdarzenia, najwyraźniej na chwilę straciła przytomność. Natomiast sprawca wypadku pomknął dalej, jakby nie wiedząc o zaistniałym zdarzeniu.
Gdy przyjechała karetka pogotowia wszyscy poszkodowani, czyli kobieta z dwójką dzieci, zostali odwiezieni do szpitala. Tam kobieta spędziła prawie dwa tygodnie, ponieważ okazało się, że podczas wypadku — pomimo zapiętych pasów — uderzyła głową w jakiś element pojazdu, co poskutkowało pęknięciem kości czaszki i wstrząsem mózgu.
Zanim zabrało ją pogotowie przekazała Januszowi swoje dane oraz numer telefonu, aby w przypadku ponownego omdlenia ratownicy mogli ustalić jej tożsamość. Jej chłopcom na szczęście nic się nie stało, no może poza tym, że najedli się strachu.
Tymczasem policja wszczęła śledztwo. Starszy chłopiec zapamiętał fragment numeru rejestracyjnego naczepy jadącej przed nimi. To wystarczyło, aby policja — na podstawie danych z systemu VIATOLL — po prawie sześciu tygodniach wytypowała sprawcę wypadku. Sprawę skierowano do sądu. Oskarżony kierowca cały czas twierdził, że nie był świadomy tego, że spowodował wypadek w ruchu lądowym.
Historia ta pokazuje, że pomimo tego, iż sprawca wypadku był kierowcą jadącym pierwszym pojazdem, to największe niebezpieczeństwo i zagrożenie życia spadło na osoby podróżujące autem jadącym za nim. Agata, bo tak brzmi imię ofiary wypadku, to młoda kobieta, która po rozstaniu się z mężem i pozostaniu z dwójką dzieci zrobiła prawo jazdy, aby zawozić synów do szkoły, na dodatkowe zajęcia czy po prostu wybrać się z nimi na urlop.
Dla dzieci wielkim szokiem było rozstanie rodziców, a później ta sytuacja, w której ich mama otarła się o śmierć. Po tym, jak z naczepy spadła pierwsza bryła lodu, kobieta przypomniała sobie o czym mówił instruktor podczas jazd na kursie, który odbyła rok wcześniej zimą w szkole jazdy z Poznania. Dlatego też zmniejszyła prędkość, a tym samym zwiększyła odległość od ciężarówki sunącej na przedzie, co prawdopodobnie uratowało jej życie.
Janusz miał stały kontakt z Agatą, cały czas interesując się jej losem po wypadku. Po jakimś czasie umówili się na wspólną kawę, a następnie na kolację. Oboje po przejściach, ostrożnie podchodzą do kolejnego związku, ale wszystko wskazuje na to, że ich relacja idzie w dobrym kierunku i być może w chwili, gdy piszemy ten artykuł, tych dwoje jest już razem.
Na chwilę powróćmy do przyczyn zaistnienia tego zdarzenia. Niestety w wielu przypadkach kierowca TIR-a ma niewielkie możliwości oczyszczenia dachu naczepy. Lód bardzo często mocno do niej przywiera, a po przejechaniu kilku kilometrów za sprawą drgań odrywa się od powierzchni dachu. Wspinanie się po drabinie na dach jest też bardzo niebezpieczne i nie gwarantuje dokładnego jego oczyszczenia. Oprócz tego nie wszystkie parkingi wyposażone są w rampy umożliwiające oczyszczenie powierzchni dachu, dlatego też bardzo ważne jest to, aby kursanci kończący kurs w szkole jazdy z Poznania o tym pamiętali w czasie jazdy w warunkach zimowych…
Autor: Cezary Drozdowski
Redaktor: Maciej Bukowski
PS Oto, jak możemy Ci jeszcze pomóc: